Rylec Dart Magazine (PDM) Rok 4 nr 8
(64) D16 D16
"NIE SPECJAL czyli PDC w
Częstochowie"
(aktualizacja 13-11-2001)
10-11 listopada) Cyrk w Koronie czyli II PDC 2001/2002 - Częstochowa - Leszek Puchowski - Łódź
Jest późna noc z soboty na
niedzielę (1:35) i pomimo że wstałem dziś o 4:30 rano, a oczy same mi się zamykają
to odczuwam wielką potrzebę napisania tego artykułu. Po prostu wolę wyładować
ogromną dawkę negatywnej energii teraz, niżby mi się w nocy miało coś strasznego
przyśnić (czytaj - wspomnienie z PDC-a). Zacznijmy jednak od początku.
Kilka minut po 9:00, w sobotę, 10 listopada, cała łódzka ekipa
stawiła się przed hotelem Korona, na przedmieściach Częstochowy. Gmach, w którym
odbywały się zawody nie wyglądał zbyt imponująco, ale przecież przyjechaliśmy tu
GRAĆ, a nie podziwiać starania miejscowych architektów.
Zanim zdążyliśmy się wyładować z samochodu spotkała nas
pierwsza (z wielu) tego dnia niemiła niespodzianka. Parking płatny - 10 zł. Cóż,
bywa, parkingowy też musi utrzymać rodzinę... Niezbyt przejęci tym, że impreza
wyniesie nas po 2,5 na głowę więcej skierowaliśmy się do wejścia. Kurde, parę minut
po 9 i wszystkie miejsca siedzące zajęte??? Mało tego, większość
"wygodnych" miejsc stojących również (w sumie nic dziwnego na sali nie było
więcej niż 120 krzeseł, na dole wcale). Poczułem się trochę jak w łódzkim tramwaju
(jeszcze poza godzinami szczytu).
Tłok na parterze robił się coraz większy, przy trzech
maszynach ustawiały się kolejki, więc postanowiliśmy sprawdzić co kryją w sobie
podziemia Korony, do których schodziło się bardzo wąskim korytarzem (tylko dwie
anorektyczki nie miały by problemu ze swobodnym minięciem się na schodach). No dole
niewiele lepiej. Nieduża sala z barkiem i trzy klitki (w sumie 17 maszyn). Już wiemy...
o kibicowaniu w pierwszych grach nie ma mowy, szkoda, bo to przecież ważne w tym
sporcie. Zacząłem się niepokoić o sprawny przebieg turnieju...
Trwają zgłoszenia, Tomek Olszewski z ekipą zwija się jak w
ukropie żeby wpisać do komputera kolejnych uczestników. Po 10:00 jest już wiadomo, że
drabinka na 256 facetów nie wystarczy. Kij z drabinką... ubywa miejsca w salach, przy
automatach (nie było bezpłatnych gier rozgrzewkowych) darterzy zaczynają się
niecierpliwić "K.... jak tu ciasno", "Czy oni zwariowali, na 20 automatach
turniej dziś się nie zakończy", "Do d... z takim PDC-em", to tylko
niektóre podsłuchane negatywne opinie, a już przed samym rozpoczęciem było ich
znacznie więcej. Na dodatek zawodnicy, którzy pojawili się jako ostatni wcale jeszcze
nie mają pewności czy zagrają. Co prawda ilość zawodników nie miała być
limitowana, ale czy organizatorzy są na to przygotowani ???
Ok. 13:00 turniej rusza, niestety jedna osoba przy komputerze to
przynajmniej o jedną osobę za mało, obsuwa jest godzinę większa niż zwykle... Liczba
uczestników brzmi jak wyrok - 320 mężczyzn i 48 dziewczyn. W sumie prawie 370
zawodników na 20 maszyn...
W żadnej z sal nie obowiązuje zakaz palenia. Jeszcze przed
turniejem w salach panuje straszny zaduch. Na dole nie działa nagłośnienie!!! Przy
wyczytywaniu pierwszych par na parterze panował niemiłosierny ścisk. Akurat tak się
złożyło, że podczas czytania pokonywałem drogę od drzwi wejściowych do podziemi.
Pokonanie 30 metrów zajęło mi 6 minut!!! (1 metr - 12 sekund), to chyba rekord świata,
a mam 23 lata i z moimi nogami jest wszystko w porządku. Nieważne, turniej
wystartował...
Wystartował parę minut po 13:00. Drabinka na 512 osób, dużo
wolnych... dla mnie również. Ponadto miałem przyjemność zagrać ostatni mecz w
ostatniej (8) grupie o godzinie... 17:30. Tak, czekałem 4 godzin i 30 minut na mój
pierwszy mecz. 99,9% darterów jechało na ten turniej z ogromnymi nadziejami, pewnie
połowa z nich czuła, że jest w dobrej formie (ja też), ale po ponad 9 godzinach snucia
się bezczynnie w te i wewte, bez szans na legalny trening większość staje się
kłębkiem nerwów, a ręka która rzuca średnio w kolejce 80 punktów zapomina jak
trzymać lotkę... Nie chcę tu usprawiedliwiać mojej porażki w pierwszym meczu, ale
dać do cholery, do zrozumienia organizatorom, że piszę to w imieniu darterskiego ludu,
Który przyjeżdża na turniej po to żeby grać, a nie nosić dupę przez kilka godzin z
kąta w kąt (uprzywilejowani byli ci, którzy nie zapomnieli o kartach do gry - asy,
piki, trefle i takie tam)...
O czym by tu teraz... może o jedzonku. Porcje serwowane przez
restaurację w Koronie wyglądały imponująco, ale mogli sobie na nie pozwolić jedynie
co zamożniejsi darterzy. Obiadki w cenie 25-50 zł nie odpowiadały większości
darterskiej braci, w związku z czym ci mniej zamożni (lub oszczędni jak kto woli)
zaczęli kombinować ze specjałami miejscowych pizzerii i chińszczyzną (Pan
"cośtam"). Było to mądre, ale ryzykowne posunięcie, ponieważ dostarczyciele
karmy mieli zwykle problem z odszukaniem w gronie 400 osób tej zamawiającej Margheritę,
czy wołowinę w 5 smakach, w związku z czym przed hotelem trwała nieustannie giełda
gastronomiczna. A teraz o... piciu. Piwo w cenie 5-5,50 PLN również do najtańszych nie
należało (może właśnie dlatego atmosfera nie była zbyt imprezowa), ale...
wykończony wszystkim postanowiłem kupić w recepcji wodę mineralną (litrową), za
którą zapłaciłem 5,20 PLN. Na pytanie dlaczego butelka wody kosztuje więcej niż
pełno wymiarowa butelka szamponu (pokrzywowy był za 4 PLN), pani odpowiedziała, że
szamponu w butelce jest mniej... co pozostawię już bez komentarza (tym bardziej, że w
pobliżu nie było żadnego sklepu !).
Wróćmy jednak do maszyn. Podczas sobotniej gehenny wielokrotnie
obserwowałem, jak np. na sali gdzie stoi 5 maszyn, trzy z nich są całkowicie
bezużyteczne turniejowo (tj. nikt na nich nie gra o punkty) przez 10-15 minut. Na
szczęście wtedy można była wreszcie oddać kilka rzutów (amatorów było wielu).
Fatalna organizacja i brak pomocnych ludzi (w hotelu nie było nawet szatniarza, nie
mówiąc już o ochronie, byli tylko ci, którzy zgarniali kasę!) z pewnością
przedłużyły turniej o dodatkowe 2-3 godziny, ale co to jest... w końcu był weekend.
Co tam, turniej kobiecy ruszył po 16:00 (dla facetów, którzy nie dograli nawet
pierwszej rundy zostało 17 maszyn, z czego zwykle 2 były akurat zepsute, a 1/3 stała
bezużytecznie... wniosek - turniej męski odbywał się już tylko na 10 maszynach).
Pomimo, że była sobota, co niektórzy mieli na wieczór pewne
plany, albo po prostu nie mogli poświęcić na grę więcej czasu, niż to powinno
trwać. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Podczas mojej obecności na tym
wspaniałym turnieju przynajmniej kilkanaście meczy skończyło się walkowerami (w ten
sposób "poddali się" m.in. Teresa Niedbała czy nasz reprezentant - Irek
Baranowski), bo nie każdy mógł czekać 3-4 godziny na mecz po lewej stronie po
przegraniu pierwszego pojedynku. Przynajmniej drugie tyle osób przegrało, bo nie
słyszało wezwań (jeden głośnik i pani biegająca po piętrach... paranoja!!!).
Teraz hit dnia... Częstochowa była po prostu zaskoczona tak
liczną obsadą turnieju! Po PDC-u w Elblągu, gdzie startowało 204 zawodników i 27
zawodniczek, a gdzie dojazd z niemal wszystkich ważnych ośrodków darta był krótko
mówiąc niewygodny (Szczecin, Kraków, Śląsk, Łódź, Szczecinek,... nawet Skalski z
kumplami nie mieli blisko) Częstochowianie byli zaskoczeni.... Nie, o nie to nawet nie
jest śmieszne... tym bardziej że pod Jasną Górą nie tylko bracia Kozerowie
rzucają...
Nie wiem dokładnie o której zagrano finały (jak wyjeżdżałem
ok. 23:00, to na placu boju zostało 96 mężczyzn i 12 kobiet, ponoć po 1:00
krystalizowała się 64-ka), podejrzewam, że dekoracja zwycięzców nie zakończyła się
przed 4:00 - ci co wygrali dostali kasę i mogli się przespać (150 PLN za pokój). [Już
wiem, finały były ok. 6 rano...] W każdym razie hotel na tym wszystkim stratny nie
wyszedł, a nie zrobił nic, by uchronić się przed blamażem.
Lać w dupę i patrzeć czy równo puchnie. Nie wiem czy ktoś
poniesie konsekwencje za to co się stało w Częstochowie. Pisząc w imieniu wielu
(rozmawiałem na ten temat przynajmniej z 30 osobami (nie wyłączając miejscowych
zawodników)) i każda z nich, wtrącając swoje przysłowiowe "3 grosze"
potęgowała tylko we mnie chęć wylania znowu przysłowiowego "kubła zimnej
wody" na głowy częstochowskich "działaczy".
Nie po to traciłem dzień, żeby przegrać 2 mecze (jeden, jak
już wspomniałem po 17, drugi - po 21 i to z własnym bratem (cóż za losowanie, dobrze
że miałem wolny), wydawać bezsensownie pieniądze na benzynę, żarcie, wpisowe i
wrzuty... Chciałem się dobrze bawić, a się dobrze wkurzyłem, wynudziłem i
zmęczyłem.
Mam nadzieję, że kolejni organizatorzy turniejów o randze
krajowej wyciągną wnioski z niezapomnianego PDC-a w Częstochowie. Jeśli natomiast nie
są przygotowani na minimum 400 zawodników, to niech lepiej zorganizują turniej klubowy,
albo okręgowy, bo najwyżej na turniej tej rangi była przygotowana Korona.
Myślę, że jedynym pozytywem, który zaobserwowałem tego dnia
(a raczej wieczoru był 4 stopniowy mróz, który pozwolił nieco schłodzić emocje).
P.S.: Przepraszam że relacja jest nieco chaotyczna, ale
sprawozdanie to jest niczym innym jak protestem pisanym pod wpływem dość silnych
emocji. Proponuję (w przypadku powtórzenia się takiej sytuacji) wystawienie listy
zawodników bojkotujących zawody. Wiem, kasa, chęć zdobycia punktów, w ten sposób
można to stracić, ale z drugiej strony nie jesteśmy chyba stadem małp, które wsadza
się do ciasnej klatki z jedną piłeczką do zabawy... Niech organizatorzy wywiązują
się ze swoich obowiązków należycie, zamiast robić sobie... jaja. Myślę, że Polski
Związek Darta ponosi także częściową odpowiedzialność za to jedno wielkie
nieporozumienie.
Leszek Puchowski (Intrako Łódź)
cd. Cyrk w Koronie czyli II
PDC 2001/2002 - Częstochowa -
Piotr "Lestat" Puchowski - Łódź
Brat napisał co myśli, ja też dodam kilka słów. Za moich
studenckich czasów pewne egzaminy zdawało się pod hasłem 4xZ - Zakuć, Zdać, Zapić,
Zapomnieć. PDC w Częstochowie zasługuje na 3xZ - Zagrać, Zapić, Zapomnieć. Dart
awansował do grona sportów ekstremalnych, bo jak inaczej można określić turniej,
który od chwili zjawienia się zawodników na miejscu, do momentu rozdania nagród trwa
20 godzin? Jak można dopuścić do sytuacji kiedy 370 osób gra na 20 maszynach? Jak
można nie pomyśleć, że wszyscy ci ludzie muszą coś jeść i muszą mieć jakąś
minimalną możliwość odpoczynku pomiędzy meczami? Jedno krzesło na 4 osoby to chyba
nie jest za dużo?
Częstochowa jako miejsce na zorganizowanie PDC-a jest miejscem
bardzo dobrym - większość zawodników ma w miarę blisko. Chyba nie potrzeba umysłu
pokroju Alberta Einsteina, żeby się domyśleć, że przyjedzie więcej niż, powiedzmy,
200 graczy. Kto zakwalifikował Hotel Korona jako miejsce nadające się na PDC? Kto
zadecydował o liczbie maszyn? Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać to darts w
Polsce nigdy nie wyjdzie poza status sportu "barowego", polegającego na tym,
że 2 facetów rzuca 3 lotkami po 5 piwach.
Jestem tylko zawodnikiem, w dodatku średnim. Gram w darta dla
przyjemności, dla spotkań z fajnymi ludźmi, dla sportowego dreszczyku. PDC w
Częstochowie dreszcz wywołał. Obrzydzenia. Mam wrażenie, że organizatorzy z racji
świętych tradycji swojego miasta liczyli na wstawiennictwo czynników wyższych.
Pomylili się. Tym razem cudu nie było. Był najgorszy PDC w krótkiej historii darta w
Polsce.
Piotr "Lestat" Puchowski (Intrako Łódź)
http://l.pl/lestat/
Liczymy na wasze komentarze, które można przysyłać na adres - lestat@l.pl., ryll@nb.com.pl
lub może nawet lepiej - komentować on line na stronie DAW-a.
Jesteśmy też ciekawi czy są jakieś osoby, które (pomijając ewentualne wyniki
sportowe) są z tej imprezy zadowolone.
Niech pomyka w oko byka !!!. O tak
->
Rylec Dart Magazine (PDM) Rok 4 nr 8
(64) D16 D16
Redaktor naczelny : Jacek "Rylec" Ryll
sekcja graficzna: vacat
współpraca w numerze : Leszek i Piotr Puchowscy
Strona główna Strona tytułowa
PDM E-mail: ryll@nb.com.pl
Od 04.09.2001 stronę odwiedzono 2318 razy